Są wzloty i upadki i tak właśnie podsumowałabym ostatni czas w swoim życiu. Pełen szczęśliwych chwil, pracy 24/7, odrobiny szaleństwa, ale też niestety tego, co jest dla nas bolesne. Po tym ciężkim okresie w końcu znalazłam siłę oraz chęci do pisania. Przeglądam stare zdjęcia, czytam stare wpisy, towarzyszy mi nostalgia i nie potrafię zrezygnować z tego, co zbudowałam i co jest dla mnie ważne. Choć we współczesnych czasach pisanie idzie w zapomnienie, robię to chociażby dla siebie, z zamiłowania oraz pasji.

Przez ostatnie dwa lata byłam zawodową copywriterką, lecz wraz z końcem lutego przygoda ta zdążyła się zakończyć. Nie mówiłam o tym oficjalnie, ale nadal pamiętam, jaka radość mnie przepełniała, gdy pisałam tutaj o nowej pracy. Robiłam to, co mnie interesuje i co realizowałam z czystej przyjemności. Lecz z drugiej strony nie ukrywam, że zdążyłam się wypalić, zwłaszcza na mecie moich studiów inżynierskich. Tylko ci, którzy łączą naukę i pracę, wiedzą, co mam na myśli. Ale w tym momencie mogę już dumnie powiedzieć, że jestem inżynierem. Dałam radę, a co najlepsze, na półtora miesiąca przed obroną pracy inżynierskiej zatrudniłam się na pełen etat w jeszcze innej firmie. Szaleństwo, co nie? Dwie prace i pisanie inżynierki? To był trudny czas pokierowany nie tylko tym, czego pragnęłam, ale też do czego zmusiło mnie życie. Niczego jednak nie żałuję. Zawsze uznawałam się za dobrze zorganizowaną osobę, a te ostatnie miesiące doskonale to potwierdziły. Dzisiaj czuję się wolna. Wracając po 8 godzinach pracy, wiem, że już nic na mnie nie czeka, nic nie muszę. Nie zrozumcie mnie jednak źle - wszystkie moje decyzje były świadome, a podejmując je, byłam pewna, iż w końcu zaznam spokoju. W tym momencie dziwię się natomiast wszystkim, którzy narzekają na stałą pracę na etacie. Ja po tak burzliwym okresie jestem za nią wdzięczna. Tryb 8-16 w pełni mi odpowiada i dawno nie czułam się tak, można powiedzieć, "beztrosko". Dodatkowo śmieję się, że w te wolne popołudnia nie wiem, co ze sobą zrobić. Zapomniałam, czym jest nuda.

Oczywiście nie zrezygnowałam z dalszego etapu nauki - w październiku wybieram się na magisterkę, aby dopiąć moje wyższe wykształcenie. Czy to mi coś da? Nie wiem. Zgodzę się, że do sukcesu nie są potrzebne żadne studia czy papierki. Jednak w wieku 23 lat nadal nie mam pojęcia, jaki zawód tak naprawdę mnie interesuje. Idę przed siebie i stawiam na to, co aktualnie wydaje mi się słuszne, nawet jeżeli ma się okazać błędem. Nie bójmy się popełniać błędów! I przede wszystkim nie porównujmy się do innych.

Obrona mojej pracy dyplomowej musiała być uczczona. Z tej wyjątkowej okazji mój narzeczony zabrał mnie w magiczne miejsce - zarezerwował nam nocleg w Sky Tower we Wrocławiu. Nie ma co ukrywać, że taka przyjemność swoje kosztuje, ale z własnego doświadczenia mówię, iż jest tego warta, chociażby na jedną noc! Apartament z nieziemskim widokiem i własnym jacuzzi zrobił na mnie wrażenie "wow". Choć to była tylko jedna doba hotelowa, pozwoliła mi odetchnąć, wypocząć i dobrze się zrelaksować. Do pełni szczęścia nie mogło też oczywiście zabraknąć dobrego jedzenia. Gdybym miała wybrać swoją ulubioną knajpę, bez wahania powiedziałabym "Woosabi" (szkoda, że nie ma jej w Poznaniu).


Dzielę się tutaj tą radością, ale są niestety także takie kwestie, które uwalniają łzy. Pierwszy raz w życiu doświadczyłam prawdziwej straty. Z jednej strony byłam na nią przygotowana, wszyscy jej się spodziewaliśmy, lecz z drugiej w końcu trzeba było się z nią rzeczywiście zmierzyć. W takich momentach człowiek uświadamia sobie, jak wielu rzeczy nie doceniał lub co mógł zrobić lepiej, w inny sposób. Ostatni miesiąc stał pod znakiem zapytania, był okresem walki, jak widać bezskutecznej. Pozostaje tylko wierzyć, że taki był Boski plan, w którym każdy w końcu odnajdzie spokój. Może trudno tę sytuację określić "upadkiem", jednak z pewnością jest dużym wyzwaniem dla zdrowia emocjonalnego. Niestety na pewne rzeczy nie mamy wpływu, lecz one owszem - odziałują na nas w diametralny sposób.
Do następnego!